Kryzys w związku. Jak podjąć decyzję o dalszej przyszłości?

Stało się. Między Wami nie jest najlepiej i coś się nie poprawia. Być może jest to dla Ciebie świeża sprawa lub zmagasz się z tym od dawna. Może Wasz kryzys związany jest z jakimś dużym wydarzeniem lub rozwijał się powoli, w codzienności. Jeśli zmagasz się z kryzysem w relacji z partnerem/ką i zastanawiasz się, jakie decyzje podjąć odnośnie dalszej przyszłości Waszego związku, to zapraszam Cię do dzisiejszego wpisu. Spróbuję podpowiedzieć Ci, w jaki sposób zabrać się do podejmowania tej jakże trudnych decyzji.

Czym jest kryzys w związku?

Definicji można snuć wiele. Na potrzeby tego wpisu przyjmę taką, która skupia się na Twoich osobistych odczuciach. Kryzysem w związku nazwijmy więc sytuację, w której między Tobą, a partnerem/ką dzieje się coś, czego nie jesteś w stanie zaakceptować i to podważa w Tobie sens dalszego bycia razem. Mam więc na myśli poważne zgrzyty, napięcia, konfliktowe wydarzenia, które sprawiają, że tracisz ochotę na dalsze wspólne życie. Więcej o kryzysie napisałam tutaj.

Jak “gorące są Twoje emocje”?

Kryzys w związku może narastać powoli lub wydarzyć się nagle, jak granat, który wybucha w Waszym domu. W obu przypadkach jest to naprawdę bolesna sprawa i nie jest niczym dziwnym, czuć się w tych wszystkich emocjach i myślach zagubionym/ną.

Wiem, że to wszystko jest skomplikowane i trudne. Niemniej zachęcam Cię do zastanowienia się, co zrobić z Waszym związkiem, nawet jeśli na razie nie chcesz podejmować ostatecznych decyzji.

Aby jednak być w stanie porządnie podejść do sprawy, ważne jest, aby Twoje emocje pozwoliły Ci na rozsądne myślenie. Zastanów się więc, w skali od 1 do 10, jak intensywne odczuwasz emocje, w związku z Waszą sytuacją w związku, przy czym 1 oznacza, że tych emocji jest bardzo mało, a 10 najwięcej jak tylko się da. Jeśli Twoja odpowiedź brzmi 8-10, proponuję, aby zacząć od “ostudzenia” tych emocji. Proponuję zajrzeć do mojego innego wpisu, w którym staram się podpowiedzieć, jak oswoić się z “gorącymi emocjami”. Wpis można znaleźć tutaj. Jeśli Twoja odpowiedź plasuje się poniżej 8/10, zapraszam dalej.

Trzy możliwe opcje

Przyczyn kryzysów w relacji jest mnóstwo i jeszcze więcej. Każdy z nas w takiej sytuacji ma do opowiedzenia swoją indywidualną historię, nie ma więc sensu porównywać się z innymi lub wręcz ich naśladować, gdyż każdego z nas dotyczą inne okoliczności, możliwości i wartości. Niemniej, możemy podzielić możliwe decyzje odnoście Waszej relacji na trzy główne grupy.

Rozstanie

W zależności od sytuacji, można rozstać się na dobre, spróbować separacji, ograniczenia kontaktu i wszelkich tego typu wariantów. Tę decyzję warto rozważać, gdy nie widzi się żadnych szans na pozytywne rozwiązanie Waszych problemów, lub takie szanse są, lecz z jakich powodów nie chcesz spróbować ich zrealizować, np. emocje są zbyt “gorące”.

Od tego, jak “straszna” wydaje Ci się ta opcja zależy, jakie posiadasz wartości i czym się w życiu kierujesz, ile “zainwestowałeś/łaś” w związek itp. Dla wielu osób będzie to jedyne słuszne rozwiązanie i nawet, jeśli kłóci się to z Twoimi wartościami, warto rozstanie rozważyć.

Bywa, że oboje partnerzy pragną rozstania. Jest to dosyć klarowna sytuacja. Jeśli jednak myślisz o rozstaniu, podczas gdy Twój partner/ka nie. W takiej sytuacji bardzo ważne jest, aby proces rozstania przeprowadzić w sposób, który drugiej osobie sprawi jak najmniej bólu.

Ratowanie

Mam tu na myśli wszystkie formy prowadzące do tego, aby podjąć się “ratowania/poprawy” relacji. Mogą obejmować czasowe rozstanie i ograniczenie kontaktu, jednak główny nacisk przykładam do tego, aby dać sobie szansę i spróbować zmienić to, co między Wami dzieje się złego.

Nie mam tu na myśli pozostanie w związku bez podjęcia się pracy nad nim. Według mnie przypada to na następną kategorię.

Marazm, czyli jest jak jest

Do tej grupy zaliczam wszelkie odwlekanie podjęcia ostatecznej decyzji oraz brak pracy nad tym, aby było między Wami lepiej. Może to trwać miesiące, a może i lata i dekady. Może też przybrać postać życia razem ale obok siebie, przy czym przynajmniej jednemu z partnerów to przeszkadza, bo potrafię wyobrazić sobie sytuację, gdy obojgu jest z tym ok.

Zanim skupimy się na procesie podejmowania decyzji, chciałabym zatrzymać się na etapie “nie robienia niczego”, gdyż ma to swoje warte rozważenia koszty.

Częstym powodem odwlekania podjęcia próby zakończenia kryzysu (ratowanie lub rozstanie) jest brak wewnętrznej gotowości. Związek z nim może mieć lek przed rozstaniem, który staramy się w sobie dusić.

Lęk przed rozstaniem ma swoje korzenie w naszym lęku przed tym, co o tym powiedzą inni (normy i presja społeczna). Boimy się odrzucenia lub utraty “pozycji społecznej”, mniej lub bardziej rzeczywistej, którą udało nam się wypracować. Boimy się przed samym sobą przyznać do porażki. Nie chcemy rezygnować z przyzwyczajeń, które narosły podczas wspólnego życia. Nie chcemy konfrontacji z innymi wartościami (np. wiara). Boimy się o wspólne dzieci i o to, aby ich tym rozstaniem nie skrzywdzić. Martwimy się finansami i możliwościami poradzenia sobie samemu. Wspólny majątek, to również silna kotwica. Ogólnie rzecz biorąc boimy się mniej lub bardziej konfrontacji z lękiem i obawami oraz wyobrażonych i oczekiwanych konsekwencji rozstania.

Aby jakoś sobie poradzić i “zagłuszyć” problem, staramy się zmniejszyć oczekiwania odnośnie związku, racjonalizować to, co jest, oczekiwać, że kiedyś może samo się poprawi (lub przestanie boleć), zasłaniać się opinią innych osób, “poświęcać” dla dobra dzieci i majątku lub zaspokajać swoje potrzeby gdzieś indziej.

Dlaczego moim zdaniem nie jest do dobra taktyka? Jeśli czujesz, że powyższy opis brzmi znajomo, chciałabym zadać Ci kilka pytań:

  • W skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza bardzo mało szczęśliwe życie, a 10 bardzo szczęśliwe, jak bardzo szczęśliwe życie chciałbyś/łabyś wieść?
  • W tej samej skali, jak bardzo szczęśliwe jest Twoje życie teraz?
  • Od jak dawna żyjesz z kryzysem w związku? To pytanie oznacza, od jak dawna Twoje życie ma przyczyny, dla których być może jesteś mniej szczęśliwy/wa niż być chciał/ła.
  • Czy jeśli w Twoim związku nie zmieni się nic, masz szansę, aby Twoja “szczęśliwość”, którą czujesz, zbliżyła się do tego poziomu, który Cię zadowala?
  • Czy jak pomyślisz o tym całym czasie, w którym tkwisz w “zamrożeniu”, to czy myślisz, że można by go było przeżyć lepiej?
  • Czy jeśli wyobrazisz sobie siebie za 10 lat i spojrzysz na siebie wstecz to czujesz, że warto było?
    • Czy “pełny dom” służył Twoim dzieciom?
    • Czy brak podziału majątku wynagradza Ci całość niewygód?
    • Czy odnajdujesz jakieś zadowolenie/sens w życiu razem ale osobno?
    • Czy aprobata rodziny dla pozostania razem wynagradza Ci “bycie” razem?
    • A jeśli znajdujesz się w związku z różnymi formami przemocy, czy znoszenie tego lub wzajemne zadawanie sobie cierpienia jest tym, w jaki sposób chcesz spędzić swoje życie?

Właśnie dlatego uważam, że brak podjęcia konkretnej decyzji i tkwienie w tym, “jak jest”, to najgorsze rozwiązanie. Płacimy bowiem za nie ogromną ilość tego, co posiadamy najcenniejszego – czasem swojego życia. Życia, które można by było przeżyć inaczej. Życia, którego nic nam nie zwróci.

Oczywiście, nie dla wszystkich szczęście, jest główną aspiracją życiową. W takim razie polecam tak przerobić te pytania, aby główna wartość życiowa wskoczyła w miejsca, gdzie używam słowa “szczęście” 🙂 Ostatecznie, jeśli będziemy chcieli jednak zmienić coś w swoim życiu, jakąś decyzję trzeba będzie podjąć.

Często jest tak, że nawet i chcielibyśmy podjąć jakąś decyzję ale brak nam na to siły i tak zwanej “gotowości”. To jest całkiem naturalne i czasem warto po prostu poczekać. Lecz mimo to zachęcam do zastanowienia się nad powodami, dla których “nie mamy na to siły”, gdyż mogą się za tym kryć nierealistyczne obawy lub odwrotnie, dobre elementy naszego związku, których sobie jasno nie uświadamiamy!

To jak podjąć decyzję?

Popracujmy teraz trochę.

  • Na skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza, że w Twoim związku jest najgorzej jak się da i trzeba się rozstać, a 10, że jest najlepiej jak to możliwe, ile punktów dałbyś/łabyś Waszej relacji?

Jeśli Twoja odpowiedź jest w zakresie 2-10:

  • Co takiego sprawiło, że dałeś/łas tyle, a nie mniej? Żeby miało to sens, wymień minimum 10 powodów. Im więcej tym lepiej. Naprwadę.
  • Ile na skali musiałoby być punktów, aby miało dla Ciebie sens pozostanie w tej relacji?
  • Co musiałoby się między Wami zmienić, aby osiągnąć tę wartość?

Teraz popatrzmy w bliższej perspektywnie:

  • Załóżmy, że jutro rano wydarzyło się coś dziwnego i Wasza relacja przesunęła się o jeden punkt w górę na skali. Po czym poznałbyś/łabyś, że to się wydarzyło?
  • Po czym jeszcze? 🙂 Wymień minimum 10 objawów.
  • Co byś poczuł/ła po zauważeniu pierwszego z wymienionych objawów? Jak by to na Ciebie wpłynęło? W jaki sposób Twój partner/ka mogłaby odczuć zmianę u Ciebie?
  • Czy zmiana o ten jeden punkt na skali jest według Ciebie prawdopodobna i realistyczna? Czy jest szansa, że mogłoby się to wydarzyć?

Tak, jest to prawdopodobne i realistyczne. – Warto rozważyć ratowanie związku.

Nie, nie jest to prawdopodobne lub realistyczne. – Być może należałoby rozważyć rozstanie – trwałe lub tymczasowe lub zastanowić się nad własnymi oczekiwaniami odnośnie związku. Lub doprowadzić do sytuacji, w której emocje nie są “tak gorące”.

Jeśli Twoja odpowiedź wynosi 1:

  • Co sprawiło, że jeszcze się nie rozstaliście?
  • Ile z tych powodów odnosi się do tego, co jest między Wami dobre?

Jeśli naprawdę nic wartościowego nie przychodzi Ci do głowy, być może najlepszym rozwiązaniem będzie dla Was rozstanie lub zastanowienie się nad tym, czy tkwisz w marazmie? Mam tutaj jeszcze dodatkowe pytanie:

  • Co takiego daje Ci siłę, aby trwać w tym związku pomimo wszelkich trudności? W jakie sposób radzisz sobie każdego dnia, mimo całej sytuacji? Co Ci daje siłę, aby wstać z łóżka?

Twoja odpowiedź może być, tym co jest w Twoim życiu wciąż dobre, co ma wartość i co może Ci pomóc ruszyć dalej. Wtedy, gdy będziesz gotowy/wa.

Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Ciebie pomocny. Oczywiście nie wyczerpałam wszystkich możliwych opcji i rozwiązań. Pisząc tekst o tak “szerokim” ujęciu siłą rzeczy musiałam dokonać różnych świadomych lub mniej świadomych uproszczeń. Odniosłam się do tego, o czym najczęściej słyszę w moich rozmowach z klientami.

Jeśli czujesz, że ten temat jest zbyt trudny, aby samodzielnie się z nim zmierzyć zapraszam na psychsotacja.pl. Możemy zmierzyć się z tym wspólnie.